Czy może udać się spontaniczny pomysł wyjazdu do Ameryki? Dlaczego Nowy York nie jest najbardziej zachwycającym miejscem w USA? Na czym polega program AuPair i czy wiedza na poziomie maturalnym jest wystarczająca do sprawnej komunikacji? O tym i o wielu innych kwestiach rozmawiałem z Julią, która zamiast studiów wybrała wyjazd do Ameryki jako uczestniczka programu AuPair, dzięki czemu wkręciła się między innymi na… meksykańskie wesele! Zapraszam! 😉

 

Sprawdzajcie również mój poprzedni wywiad z Mateuszem, który zaraz po maturze kupił busa i zwiedził prawie całą Europę! (kliknij tutaj)

 

 

Wiosna 2014 roku. Większość osób z naszego rocznika była zestresowana nadchodzącą maturą, zaś u Ciebie wyglądało to zupełnie inaczej, ponieważ planowałaś wyjazd do Ameryki w ramach programu AuPair. Julio, powiedz nam, w jakich okolicznościach wpadłaś na ten pomysł?

 

Wszystko wyszło trochę przypadkowo i spontanicznie. Po prostu pewnego dnia przeglądając Facebooka natrafiłam na reklamę w stylu – wyjedź do USA jako AuPair. Z ciekawości zaczęłam zamawiać broszury dotyczące programu, więc z czasem zaczęłam interesować się tym tematem. A z uwagi na to, że już wcześniej zajmowałam się dziećmi to najzwyczajniej w świecie pomyślałam – dlaczego by nie spróbować?

 

Byłaś przekonana do wyjazdu, czy była to jedna z rozważanych opcji? 

 

Na początku nie miałam stuprocentowej pewności, że wyjadę. Miałam dylematy, z jednej strony do ostatniej chwili wybierałam studia, a z drugiej spełniałam wymagania dotyczące programu tzn. jeździłam do Krakowa na spotkania organizacyjne, wypełniłam aplikację, załatwiłam sobie wymagane referencje, a następnie szukałam rodziny przez Skype’a. Wyjazd stał się bardzo realny dopiero wtedy, gdy udało mi się znaleźć rodzinę. Jak się później okazało wyleciałam do Stanów jeszcze przed wynikami z matury. 😉

 

BB7

Hotel Plaza, powinniście kojarzyć z Kevinem samym w NY. 😉

 

Możesz pokrótce przybliżyć o co chodzi w programie AuPair?

Generalnie polega to na tym, że dziewczyna/chłopak w wieku 18-26 lat wyjeżdża do Stanów, gdzie ma zajmować się dziećmi. Program trwa minimum rok, a później można przedłużyć pobyt 0 6/9/12 miesięcy. Naturalnie USA nie jest jedynym możliwym kierunkiem, ponieważ można być również AuPair w Europie, czy Australii, aczkolwiek tam są inne zasady. W zamian za pracę otrzymuje się tygodniowo około 196 dolarów, co zważywszy na brak kosztów utrzymania (mieszkamy i żywimy się u rodziny) wydaje się być wysoką kwotą, ale to jest sporna kwestia… Oczywiście istnieją zasady co do naszej pracy – ilość godzin nie może przekroczyć 10 godzin dziennie oraz 45 godzin tygodniowo. Niestety nie wszystkie rodziny tego się trzymają.

 

Są jakieś konkretne wymagania wobec osób, które chcą wyjechać? 

 

Tak oczywiście – trzeba mieć minimum 200 godzin doświadczenia w pracy z dzieckiem. Czasami wydaje się to być mało, ponieważ niektóre osoby mają wyrobione nawet kilka tysięcy godzin. Wiadomo, że rodziny często zwracają na tą kwestię uwagę. Często ważną rolę odgrywa wiek dziecka, którym mielibyśmy się zajmować. Co więcej, warto mieć międzynarodowe prawo jazdy, które jest praktycznie zawsze jednym z wymogów rodzin. Wiadomo, że też trzeba liczyć się z kosztami, ja osobiście jeszcze w Polsce wydałam kilka tysięcy złotych.

 

Organizacyjnie było wszystko dopiętej do ostatniego guzika – tzn tak jak to było przedstawione na stronie?

 

Jak najbardziej, na nic nie mogłam narzekać. Kiedy tylko przyleciałam do Nowego Yorku zostałam odebrana wraz z pozostałymi dziewczynami na lotnisku przez kierowcę, który zawiózł nas później do szkoły na Long Island na 4 dniowe szkolenie. Później, różnymi środkami komunikacyjnymi przemieszczałyśmy się prosto do naszych rodzin – niektóre nawet po nas przyjeżdżały. Poza tym agencja bardzo pomogła mi w czasie gdy starałam się o wizę, wspierała mnie wieloma poradami. Ogólnie, nie ma o co się martwić aż do przyjazdu do rodziny – wszystko jest dobrze zaplanowane. Zdarzało się nawet, że w przypadku zagubionego bagażu przez dziewczyny to właśnie agencja zajmowała się jego znalezieniem. 😉

 

B1

W sumie fajny klimat w tej Ameryce

 

A czy język na poziomie maturalnym wystarcza do dobrej komunikacji w USA?

 

Tak, to spokojnie wystarcza. Jeszcze w czasie ,,rozmów kwalifikacyjnych” z rodzinami można go podszlifować. W sumie, dzięki temu udało mi się dobrze przygotować do matury z angielskiego. 😉 Oczywiście na początku mogą być jakieś trudności, ale z czasem sytuacja się poprawia.


 

Pierwsza miejscowość, pierwsze wrażenia – jak było?

 

Pierwszą miejscowością było Naperville w stanie Illinois – niedaleko od Chicago. Generalnie nie miałam na co narzekać, bo mieszkałam w dość bogatej dzielnicy – przykładowo w miejscu gdzie kończył się ogródek zaczynało się pole golfowe. 😉 Sama rodzinka również była fantastyczna, miałam zajmować się trzema chłopcami. Moje obowiązki polegały głównie na zawożeniu i odwożeniu chłopców ze szkoły, więc auto rodzinne było do mojego użytku. Zatem nie miałam na co narzekać. 😉

 

Jak długo przebywałaś u tej rodziny i dlaczego nastąpiła zmiana?

 

U rodziny przebywałam 3 miesiące, a zmiana wynikała z małej stłuczki na parkingu. W skrócie wyglądało to tak, że przyjechałam po dwóch starszych chłopców, pomyliłam biegi ruszając z miejsca, ponieważ wrzuciłam wsteczny i… z małego rozpędu uderzyłam inny samochód. Nie wyglądało to jakoś dramatycznie, nasze auto było lekko zarysowane, a to drugie miało delikatnie przekrzywioną tablicę rejestracyjną. W każdym razie ten mały wypadek był powodem, przez który rodzina postanowiła zrezygnować z moich usług. Miałam fantastyczny kontakt z dziećmi, aczkolwiek rodzice oczekiwali bardzo dobrego kierowcy.
Oczywiście rozumiem ich decyzje, nie miałam żalu. Żeby się usprawiedliwić dodam tylko, że w Polsce jeździłam normalny sedanem, a u tej rodziny typowym rodzinnym vanem, przez co rozmiary auta stanowiły dla mnie problem.

 

Jak sprawy potoczyły się później?

 

Później wylądowałam u drugiej rodziny w Michigan. Tam było wszystko w porządku, zostałam z nimi do końca mojego rocznego kontraktu. Wówczas AuPair mogą zdecydować, czy chcą zostać w tym samym miejscu, czy wolą zmienić rodzinę. Mając świadomość tego, że będę w Stanach tylko 2 lata, wolałam zwiedzić jak najwięcej miejsc, zatem zmieniłam rodzinę. Niestety to była nienajlepsza decyzja, ponieważ moje kontakty z rodzicami w nowym miejscu były delikatnie mówiąc o wiele gorsze niż wcześniej.
13507144_1364225410259671_8521938325565108967_n

Michigan. Wyobraźcie sobie taki billboard w Radomiu 😉

Ogólnie przypuszczam, że teraz jesteś nieco zmęczona… zwłaszcza dziećmi. 

 

O rany, tak! Przez najbliższe 10 lat nie planuje mieć swoich dzieci. 😀 Ogólnie trochę wykańczające jest życie na walizkach. Ale, w takich momentach człowiek docenia małe rzeczy – ja na przykład cieszę się jak głupia, gdy mogę rozłożyć walizki i zrobić pranie. 😉

 

Mimo wszystko, miałam to szczęście, że zajmowałam się naprawdę kochanymi dziećmi. Jedynie rodzice potrafią być bardzo problematyczni – czasami ciężko z nimi wytrzymać. Trafiają się ekstremalne przypadki, gdzie rodzina traktuje AuPair jako tanią siłą roboczą i wprowadza jakieś dyktatorskie warunki. Aczkolwiek są to tylko przypadki, a z drugiej strony z niektórymi ludźmi można się bardzo zżyć. Na przykład w Michigan jestem traktowana jako część rodziny. By the way, własnie u nich teraz przebywam. 😉

 

Możesz przytoczyć jakieś ciekawe przygody z Twojego pobytu? 😉

 

O rany, takich historii mam mnóstwo, ciężko wybrać coś konkretnego! Pamiętam jak kiedyś poleciałam z moją koleżanką do miasteczka Leon w Meksyku, gdzie udało mi się załapać na tradycyjne meksykańskie wesele. Coś fantastycznego!

 

Natomiast, w czasie mojego pobytu Nashville w stanie Tennessee odbywał się festiwal muzyki i jedzenia. Postanowiłam sobie, że jakoś tam się wkręcę i zostałam wolontariuszką na 3 dni wydarzenia. Praktycznie z drugiego rzędu mogłam obserwować koncert Williego Nelsona albo Band of Horses. 😉

 

Tak jak już wspominałam – jestem osobą, która cieszy się z małych rzeczy. Czasami budząc się rano w Nowym Yorku zastanawiałam się, co takiego dobrego w życiu zrobiłam, że mogę budzić się w takim miejscu… W programie jest też coś takiego jak Travel Month, dzięki czemu możemy zwiedzać przez 30 dni Amerykę.

 

Żeby nie było, aż tak pozytywnie, to może wspomnę o jeszcze jednej przygodzie. Mianowicie kiedyś moja host mama (z Michigan – 2 rodzina) wywiozła mnie na drugi koniec kraju, ponieważ mieli spory kryzys z mężem.
B6

Meksyk. A tutaj sprawdzicie insta Julii.

Świetnie, że wspomniałaś o Travel Month… Powiedz, jakie miejsce najbardziej przypadło Ci do gustu i dlaczego to nie jest Nowy York?

 

Ogólnie to nie mam ulubionego miejsca, każde miejsce jest na swój sposób wyjątkowe, każde mi się jakoś podobało. Nowy Yorku – moim zdaniem – nie można nie polubić. Jest fantastyczny, można spotkać różnorodnych ludzi, każda dzielnica jest inna, wyróżniają się klimatyczne małe domki (np. budynek z Friends). Ale z drugiej strony jest mega brudno, strasznie śmierdzi, tempo życia mieszkańców jest nie wiarygodnie szybkie (w ogóle za dużo ich jest), mnóstwo bezdomnych, w subwayu szczury są zjawiskiem powszechnym… Także Nowy York budzi u mnie specyficzne uczucia.

 

Uwielbiam też Nowy Orlean, ma niesamowity klimat – ciekawa architektura, jazz na ulicach. Ciekawe jest tam to, że ludzie wierzą tam w historie o duchach i legendy. Do tego stopnia, że można znaleźć przy mieszkaniach na sprzedaż tabliczkę z napisem – ten dom nie był nawiedzony. 😀

 

Natomiast najbardziej moje serce podbiło Chicago. Nie ma aż takich tłumów, niedaleko jest plaża nad jeziorem Michigan. Miasto bardzo rozległe, fajne puby, klimatyczne osiedla. Aczkolwiek wynika to też z tego, że wiąże miejsca z ludźmi, a tam spędziłam fantastyczny czas! 😉

 

Program zbliża się obecnie do końca. Jak Twoje ogólne wrażenia po dwuletnim pobycie w USA, jesteś zadowolona ze swojej decyzji?

 

Tak, to była chyba najlepsza decyzja w moim życiu! Diametralnie się zmieniłam, stałam się bardziej samodzielna, zorganizowana, dojrzałam, mam miliony wspomnień, wspaniałych przyjaciół. Nie żałuję niczego, według mnie nic się nie dzieje bez przyczyny. 🙂

 

Trochę do przykre dla mnie, że muszę opuścić tych wszystkich ludzi – jest mi nawet ciężej wyjechać niż z Polski. Trafne jest stwierdzenie zasłyszane w programie, że w czasie wyjazdu opuszcza się swoją rodzinę i przyjaciół, żeby wrócić do swojej rodziny i przyjaciół.




 

Na koniec podziel się z nami Twoimi planami na przyszłość. 😉

 

Będę w Polsce za mniej więcej 2 tygodnie, później lecę do UK, ponieważ dostałam się tam na studia (francuski z nauczaniem angielskiego w Notthigham). Mam zamiar znaleźć sobie pracę i ułożyć sobie jakoś życie. Jeśli chodzi o najbliższe plany, to mam zamiar zwiedzić Kaniony oraz Californię wzdłuż i wszerz.

 

A no i muszę poumawiać się do lekarzy w Polsce, u dentysty nie byłam już dwa lata… 😉

 

***

 

Jeżeli podobał Wam się ta rozmowa to zapraszam do przeczytania mojego pierwszego wywiadu – z Magdą, która po miesiącu rzuciła studia, a teraz mieszka na Gwadelupie (kliknij tutaj).
 

A może znacie równie inspirujące osoby, z którymi można przeprowadzić wywiad? Jak coś to dajcie znać i podzielcie się waszymi opiniami w komentarzu! 😉
 

Pamiętajcie też, żeby polubić mój fanpage, żeby być na bieżąco z kolejnymi wpisami!

 

Pozdrawiam

Facebook