Moi drodzy! Od dłuższego czasu miałem zamiar założyć dział, na którym moglibyście poczytać wywiady z młodymi, inspirującymi ludźmi. Z dużą satysfakcją chcę Wam przekazać, że mój plan właśnie został wdrożony w życie, ponieważ poniżej znajdziecie pierwszą tego typu rozmowę.

 

Jak spontanicznie zamieszkać na Karaibskiej wyspie? Czy można to zrobić bez dużego zaplecza finansowego? Ile kosztuje życie na Gwadelupie i jak tam szukać pracy? Wreszcie jakie umiejętności okazuję się kluczowe w takich miejscach? O tym wszystkim i o wielu innych kwestiach opowiada Magda Stolarczyk, miłośniczka życia, mieszkanka karaibskiej wyspy i wreszcie założycielka bloga ,,Nooryes.pl”. Zapraszam 😉

 

Słowem wstępu, powiedz nam jak spędziłaś ubiegły tydzień?

O, dobrze, że akurat o to pytasz, bo ostatni tydzień był u mnie pełen atrakcji. 😉 Miałam, wraz z chłopakiem, cztery dni przerwy od pracy, więc wykorzystaliśmy je jak tylko się dało. Na Gwadelupie robi się coraz cieplej (dzisiaj 30 stopni), ale z zapasem wody, przekąsek i czapkami na głowach eksplorowaliśmy te zakątki wyspy, w których jeszcze nie było dane nam być. Wczoraj przejechaliśmy całe południowo-wschodnie wybrzeże i odwiedziliśmy Pointe des Chateaux, czyli wysunięty najbardziej na wschód punkt Gwadelupy, w którym Ocean Atlantycki spotyka się z Morzem Karaibskim. Widoki były naprawdę nieziemskie. Dzień wcześniej oglądaliśmy zachodnią część wyspy, gdzie, dzięki wulkanowi, piasek na plażach jest czarny – są to naprawdę wspaniałe tereny do nurkowania, gdyż z łatwością można podziwiać żółwie oraz rafę koralową. Trzy dni temu z kolei widzieliśmy miasta i przepiękne plaże w północno-wschodniej części Gwadelupy – tam piach jest już złocisty. No i tu ostatniego, ale w rzeczywistości pierwszego dnia naszej wyprawy, zjeździliśmy północno-zachodnie wybrzeże, które – moim zdaniem – może pochwalić się najlepszymi plażami. Także przez te kilka dni przejechaliśmy wyspę praktycznie wzdłuż i wszerz, co w zasadzie nie jest trudne, ze względu na jej rozmiar (nieco ponad 1600km2), ale mimo wszystko mamy jeszcze wiele miejsc do odwiedzenia. To był jednak wyjątek – nie zawsze mamy przecież wolne. Normalny, roboczy dzień składa się z kilku godzin pracy (od 4 do 8), zakupów oraz wizycie na pobliskiej plaży.

13084118_232979330394583_119062262_n

                                          Takie widoki to dla Magdy codzienność 🙂

 

Przechodząc do meritum wywiadu, zacznijmy od samego początku… Jestem ciekawy w jakich okolicznościach pojawił się w Twojej głowie pomysł na wyjazd?

 

Pomysł na wyjazd pojawił się w mojej głowie już dobre kilka lat temu. Odwiedzenie Karaibów zawsze wydawało mi się jednak marzeniem, którego prawdopodobnie nigdy nie spełnię. Pewnego lata w Polsce poczułam, że nie chcę za kilka miesięcy znowu chodzić po kostki w błocie i obserwować jesiennej oraz zimowej pluchy. Zapragnęłam wyrwać się z kraju choć na jakiś czas. W grudniu 2014 roku znalazłam w internecie ogłoszenie kobiety, która potrzebowała rąk do pracy u siebie w domu na właśnie jednej z karaibskich wysp. Napisałam do niej i miałam ogromną nadzieję, że po maturze w maju polecę do niej i rozpocznę swoją przygodę z Karaibami. Tak się jednak nie stało, bo owa kobieta nie odpisała mi do dziś. 😀 Ostateczna decyzja o wyprowadzce na Gwadelupę została podjęta w ubiegłym listopadzie, gdy zdecydowałam, że nie chcę studiować.

 

Świetnie, że wywołałaś ten temat. Powiedz jak wyglądała Twoja ,,przygoda” ze studiami i dlaczego ostatecznie z nich zrezygnowałaś?

 

Studiowałam automatykę i robotykę na Wydziale Informatyki Politechniki Poznańskiej, jednak jeszcze zanim wybrałam się na studia, moje podejście do nich było raczej sceptyczne. Traktowałam je jako podrzędną sprawę i miałam zamiar sprawdzić, czy faktycznie (tak jak wcześniej zakładałam) nie jestem do nich stworzona. Zrezygnowałam dlatego, ponieważ nie chciałam dłużej zostawać w Polsce i czułam, że przez te kilka lat jestem w stanie zrobić więcej. Studia, wbrew temu, co wmawia się wszystkim licealistom, wcale nie są koniecznością. Często Ci bez papierka znacznie lepiej radzą sobie w życiu, niż ci z mnóstwem dyplomów – to zależy po prostu od człowieka, jego nastawienia i przedsiębiorczości.

 

Czyli wtedy ostatecznie zdecydowałaś wyjechać. Co było Twoim kolejnym krokiem?

 

Wraz z chłopakiem zaczęliśmy pracować. Mieliśmy co prawda już odłożone oszczędności z wakacji, ale środki nie były wystarczające. Poza pracą, w grę weszło dość spore oszczędzanie, uczenie się języka francuskiego (na Gwadelupie językiem urzędowym jest właśnie francuski), załatwienie ubezpieczenia oraz aktu urodzenia w języku obcym. Poza tym, doszło wiele drobnych spraw, takich jak pozbywanie się niepotrzebnych rzeczy albo tych, których na pewno nie będziemy mogli ze sobą zabrać. I rozmowa z bliskimi – poinformowanie ich o naszej szalonej (według nich) decyzji.

 

I udało się pokonać te wszystkie przeszkody?

 

Powiem szczerze, że poważnych przeszkód nie było wiele – mieliśmy naprawdę dużo szczęścia. Największymi były nieustające wątpliwości, nieuzbieranie wystarczającej kwoty na czas oraz pytanie „Jak w jakiś delikatny sposób oznajmić rodzicom, że rzuciło się studia i wyprowadza się na Karaiby?” :). Wszystko jednak ułożyło się jakoś samo. Wątpliwości poszły w kąt, bo dzięki determinacji miałam w sobie naprawdę dużo odwagi, by zrobić wreszcie to, czego od tak dawna chciałam. Pieniądze, cóż… nie wyjechaliśmy z taką sumą, jaką planowaliśmy uzbierać, ale naprawdę nie było źle. A rodzice znieśli całą sytuację dobrze – po wysłuchaniu całej listy ich narzekań i zastrzeżeń, ostatecznie obdarzyli nas wsparciem.

 

Czyli ostatecznie wszystko się ułożyło. Mówi się, że początki są zazwyczaj trudne, więc powiedz jakie miałaś wrażenia po pierwszych dniach na wyspie?

 

Pierwsze dni były fantastyczne. Rodzina, u której wynajęliśmy pokój, okazała się być bardzo pomocna, życzliwa i wyrozumiała. W dodatku w pokoju obok mieliśmy naprawdę fajnego lokatora z Francji, który pokazał nam okolicę, wszystko wytłumaczył i dał cenne rady. Dzięki temu miłemu przyjęciu nabraliśmy przeświadczenia, że wszystko się ułoży. W dodatku już podczas lądowania samolotem zakochałam się w Gwadelupie, więc można by rzec, że była to miłość od pierwszego wejrzenia. 🙂 Gdy wylatywałam z Polski, a było to na początku roku, zima trwała tam w najlepsze, dlatego karaibskie plaże, palmy i turkusowa woda od razu zaskarbiły sobie moje serce. Pierwsze dni na wyspie wspominam zatem bardzo dobrze i z pewnością mogę powiedzieć, że byłam zafascynowana nowym światem. Później jednak pojawiły się drobne problemy – środki na życie się powoli kończyły, a pracy wciąż nie było. Przeżyliśmy więc także trochę stresujących chwil.

 

I udało Wam się znaleźć pracę?

 

Zarówno ja, jak i mój chłopak, pracy poszukiwaliśmy na wiele sposobów. Jeździliśmy w różne miejsca osobiście, zostawiając CV i listy motywacyjne, pisaliśmy e-maile oraz dzwoniliśmy pod numery telefonów znalezione w internecie. Pierwszy pracę znalazł mój chłopak. Miał pracować zdalnie jako freelancer-programista dla firmy z Martyniki (pobliskiej, również francuskiej wyspy). Wtedy zorientowaliśmy się, że wyjdzie nam na lepsze, gdy ja nie będę już poszukiwała zatrudnienia jako np. kelnerka, a pomogę mu z projektami – od kilku lat fascynowałam się grafiką i znam Photoshopa oraz Illustratora, więc mogłam wesprzeć chłopaka w tworzeniu designu do stron, które programował. Robiliśmy tak już wcześniej w Polsce. I tak sobie póki co pracujemy – jako dwuosobowy team.

 

Możecie za to się utrzymać? Przypuszczam, że dla mieszkańców Polski, koszty życia na Gwadelupie to wielka niewiadoma, zatem powiedz – jak to wygląda w praktyce?

 

Wiele osób mówi, że życie na Gwadelupie jest drogie. Faktycznie, ceny niektórych produktów są wyższe, bo muszą być na wyspę importowane. Dla Polaków na pewno nie jest tanio, ale myślę, że powiedzenie, że ceny są porównywalne z tymi we Francji nie jest przesadą. Nas miesięczne utrzymanie kosztuje około 1500 euro, czyli po 750 euro na osobę. W tę cenę wliczony jest koszt jedzenia, wynajęcia samochodu, dodatków (kosmetyki, ubrania itp.) oraz dachu nad głową – na obecną chwilę jest to wciąż ten sam pokój, który wynajęliśmy jeszcze będąc w Polsce. Niedługo zamierzamy przeprowadzić się do małego studia (pokój, salon z kuchnią i łazienka), którego nie będziemy już z nikim dzielić, więc koszt za naszą dwójkę wzrośnie pewnie do około 2000 euro miesięcznie. Może wydawać się, że to dużo, ale w praktyce nie wychodzi najgorzej – zwłaszcza, że zarobki w branży IT są dość wysokie (więcej na temat finansów dotyczących życia na wyspie przeczytacie w jednym z wpisów Magdy).

 

Żyjesz tam już kilka miesięcy, więc przypuszczam, że świetnie dajesz sobie radę. Według Ciebie jakie umiejętności pozwoliły Ci zaadaptować się na wyspie?

 

Podoba mi się to pytanie, bo ciężko mi na nie odpowiedzieć. Myślę, że jestem dość otwartą osobą i obserwowanie tutejszych zwyczajów sprawiało mi niemałą frajdę – byłam więc bardzo przyjaźnie nastawiona do wszystkich i wszystkiego, za co ludzie odpłacali się tym samym. Bardzo też chciałam się tu znaleźć, dlatego po przyjeździe byłam tak szczęśliwa, że nawiązywanie znajomości nie stanowiło dla mnie żadnego problemu. Mogę również powiedzieć, że lubię życie za jego nieprzewidywalność, więc odpowiadanie na to, co mi danego dnia przyniesie, jest dla mnie niebywałą przyjemność. Tak też było w tym przypadku – cieszyłam się każdą drobnostką, którą dostałam od świata w prezencie.

 

A czy brakuje Ci czegoś z Polski?

 

Uwielbiam jeść, dlatego nie będzie to niczym dziwnym, gdy powiem, że najbardziej brakuje mi tu buraków, kalafiora i jabłek. 🙂 To nie tak, że ich tutaj nie ma – są, ale importowane, droższe i gorsze w smaku, dlatego ich nie kupuję. W końcu absurdem byłoby płacenie prawie 3 euro za kilogram jabłek, które w Polsce były rozdawane za darmo. Poza tym, wiem, że miło byłoby mi usłyszeć język polski na ulicy, a wizytę w sklepie rozpocząć od zwykłego „Dzień dobry!”. Jednak muszę powiedzieć szczerze, że za Polską za bardzo nie tęsknię, bo jest tu wiele fantastycznych rzeczy i zwyczajów, których w naszym kraju niestety nie spotkałam.

 

Raczej nie będę pytał o to, czy zmieniłabyś swoją decyzję (bo znam odpowiedź), więc po prostu podziel się z nami swoimi planami na przyszłość.

 

Staram się za dużo nie planować, ale jakieś drobne pomysły na przyszłość w głowie już mam, więc podzielę się nimi. Chciałabym odwiedzić jeszcze więcej karaibskich wysp, więc niewykluczone, że odbędę małe podróże. W wakacje być może przylecę do Polski na jakieś 3 tygodnie, by najeść się truskawek i właśnie wspomnianych wyżej jabłek, buraków i kalafiorów. 🙂 Planuję także rozwijać swojego bloga, realizować listę marzeń (klik), uczyć się języków obcych i rozglądać się za kolejnym miejscem do zamieszkania. Ale to za jakiś czas, bo póki co chcę pożyć jeszcze trochę na Gwadelupie.

 

13077106_232978600394656_1533704038_n

 

 

Tutaj możecie sprawdzić, co słychać u Magdy i zadać jej jeszcze więcej pytań.

 

Moja rozmówczyni to żywy przykład na to, że ,,wczorajsze marzenia to dzisiejsze plany”. Nawet najbardziej spontanicznie pomysły są w zasięgu naszej ręki – wystarczą chęci, zaangażowanie, odrobina pracy i cierpliwość. 😉

 

Polubcie mój fanpage, żeby być na bieżąco z kolejnymi wpisami.

 

Pozdrawiam!

Facebook